Całkiem miło się spało. Przede wszystkim cicho. Spokojnie, bez pośpiechu spakowaliśmy namiot i poszliśmy przywitać się z mnichami i poprosić o wodę. Na tym się nie skończyło jednak. Wzięliśmy prysznic, zjedliśmy śniadanko. Od mnichów dostaliśmy banany, herbatę (taką „3 w 1”), potem jeszcze czerwony ryż. Poszliśmy na wzgórze do świątyni, pomedytowaliśmy. Jeszcze pożegnalne zdjęcia z mnichami. Miło tu bardzo, ale pora ruszać dalej.
Zanim wyszliśmy na wylotówkę – kilka spotkań z ludźmi i… z bawołami. Cudne te bawoły, takie duże i dostojne. I trzymają się ze sobą, nawet jeśli są w stadzie z krowami.
Ciężarówką podjeżdżamy do autostrady. A tam... mało samochodów… Stoimy więc w cieniu, co jakiś czas wychodząc na drogę, gdy coś nadjeżdża. Po kilku minutach spotkanie z dwoma oficerami ‘highway police’. Krótkie wyjaśnienie co, jak, dokąd i po co. I… policjanci zatrzymują nam samochód!! Nie od razu jednak, dwa czy trzy nie zareagowały wcale. Jakiś samochód zawraca (na autostradzie, na tym samym pasie!) i jedziemy dalej z kilkoma chłopakami. Dalej tzn. aż do Meiktili. Jakieś 260 km. Stamtąd nie od razu wychodzimy, siedzimy jeszcze w jakiejś świątyni, ładujemy baterie, orientujemy się na mapie co i jak. Dopiero przed wieczorem wychodzimy na wylotówkę. Ale wiemy już, że musimy gdzieś tutaj znaleźć nocleg. Wyjście na skraj miasta zajmuje nam trochę, bo przez jakieś 3-4 km po obydwu stronach drogi są policyjne i/lub rządowe strefy. Wszystko pozagradzane. Co jakiś czas brama ze strażnikiem. Idziemy szybkim, pewnym krokiem przed siebie.
Przystajemy dopiero przy świątyni na końcu miasta. Mnisi tak szybko proponują nam nocleg, że aż upewniamy się parę razy, czy na pewno:) Tak, od razu wskazują miejsce w świątyni. Pokazują nam inną świątynię, przynoszą jedzenie (tutaj mam możliwość sprawdzić, czego się nauczyłam w j. birmańskim, nie jest łatwo, ale daję radę). Niestety z j. angielskim słabo, więc używamy od czasu do czasu ‘translate.google’ birmańsko – angielski. Są tak zainteresowani nami, naszą podróżą, zdjęciami, Polską, że minie trochę czasu zanim pójdziemy spać:)