Dzisiejszy dzien to przede wszystkim zwiedzanie Amasyi.
Po drodze do centrum kupujemy pide, sok, suszone morele i jogurt na sniadanie, ktore musimy zjesc w jakims bezludnym zakatku ze wzgledu na Ramadan.
Pierwszy i najwazniejszy punkt zwiedzania to slynne krolewskie grobowce pontyjskie, ktore pochodza z III - II w p.n.e.! Ich fasady maja 12 m wysokosci.
Wspinamy sie na gore. Do niektorych z nich trudno dojsc, bo skalne schody pozawalaly sie przez minione tysiaclecia.Ale my dzielnie dochodzimy do wszystkich pieciu. Spedzamy tu prawie dwie godziny. Jest stad ciekawy widok na miasteczko w dole.
Poniewaz wejscia boczne do grobowcow, a raczej do takich korytarzy miedzy nimi pozamykano, szukamy sposobu jak tam wejsc :) I udaje sie! do dwoch z nich przedostajemy sie przeskakujac przez brame. Warto bylo, szczegolnie do jednego.
Spotykamy na skalach jaszczurke, calkiem spora, ktora wdziecznie pozuje mi do zdjec.
Potem idziemy na zwiedzanie miasteczka.
Amasya liczy obecnie ok 85 tys. mieszkancow, rozciaga sie wzdluz skalistej doliny nad ktora goruje zamek. Przy Zielonej Rzece usytuowane sa zabytkowe, malownicze osmanskie domy, a ponad nimi znajduja sie wykute w zboczu grobowce.
To wszystko nadaje miasteczku wyjatkowy charakter. Szczegolnie noca wyglada pieknie, oswietlone dziesiatkami latarni.
W Amasyi znajduje sie tez sporo innych zabytkow, tj. meczety, medresy, hamamy.
Jest to bardzo stare miasto, bo powstalo juz w IV w p.n.e.!
Odwiedzamy kilka zabytkowych meczetow. A wieczorem, po 19.00 jest wspanialy czas na robienie zdjec, bo wszyscy poszli jesc i uliczki sa wlasciwie puste.
Po 20.00 spotykamy sie z Mahmutem w jego restauracji, ktora jest pochwalona nawet w naszym przewodniku Pascala :)
Potem przychodzi Cagri. Spedzamy w sympatycznym towarzystwie godzinke i udajemy sie na noc do naszego domku.